HRownia | 2017-06-02

O szukaniu pracy, historia miłosna

O szukaniu pracy, historia miłosna

Kiedy nie masz pracy, twoją pracą jest szukanie pracy. Szukasz jej w całym domu, a ona łaskawie daje się znaleźć. Kiedy twój dom już lśni a trzydaniowy obiad oczekuje braku gości siadasz do komputera, bo jak ci się zdaje, to twoja jedyna koneksja. Portal randkowy wymieniasz na pracowy ale w profilu zostaje właściwie to samo. Po wstępnej fazie kontemplacji, że nie nadajesz się do niczego, (którą to kontemplację odbywasz w stylu wschodnim robiąc herbatę) osiągasz stan zen i zrozumienie, że nie masz nic do stracenia. Z tak pokrzepionym sercem i rozgrzanym żołądkiem wracasz do Internetu.

Przeglądanie ofert pracy wprowadza cię w metafizyczny stan w którym przechadzasz się jak niewolnik po targu i kupujesz sobie właściciela. To ty musisz wykonać pierwszy ruch, uznać, że do siebie pasujecie a potem przekopać swoją piłeczkę na jego boisko, żeby mógł sobie z nią zrobić co chce. Największą trudnością jakiej nastręcza procedura poszukiwań jest wyłuskiwanie z treści ofert treści jakiejkolwiek. Jest to zajęcie z pogranicza językoznawstwa i detektywistyki. Cóż oznacza „nowoczesne środowisko pracy”? Ergonomiczne krzesła prosto z NASA? Kawa w kubkach z drukarki 3D? Szacunek dla pracownika? A może po prostu, że to nie skansen. Niczym kalejdoskopowe paciorki te same słowa znaczą co innego w każdej ofercie. „stabilne zatrudnienie” jest czymś zupełnie innym w firmie BetonMax Piotr Stukacz, a czym innym w Open D'or Media House.

Za każdym razem przed wybraniem przycisku „aplikuj” robisz w głowie małą spowiedź, kładziesz na szali przyszłości swoją duszę a na drugiej piórko wycięte z banknotu. A potem możesz już tylko czekać aż znajdzie cię ten jedyny. Aż wyłuskawszy cię z tłumu plew zasadzi twoje ziarno na swojej ziemi i przyobieca mu wzrastanie. Możesz już tylko czekać.

Część druga

Inną częścią procesu szukania pracy jest panika. Wszechogarniające odczucie, które z czakry strachu, umiejscowionej gdzieś w tułowiu wysyła sygnał do mózgu. Treść sygnału jest dość prosta: „nigdy jej nie dostaniesz, a fakt, że w ogóle jeszcze wybierasz jakieś oferty jest znakiem skrajnej arogancji. Wydaje ci się, że jesteś ponad młodszą asystentkę młodszego vice senior junior trainee? Wiesz w ogóle co to za pozycja? Nie wiesz, a na pewno jest bardzo ważna.”

Również same oferty pracy w pewnym momencie stają się przerażające. Gdy tylko pozwolisz sobie na chwilę słabości ich niejasna treść zacznie wsiąkać w twój udręczony umysł. Mała spowiedź, która wcześniej była tylko niewinnym zestawieniem twoich możliwości z wymaganiami staje się seansem samobiczowania, bo czy na pewno wiesz czym jest „Twórcze podejście do poszukiwania rozwiązań oraz otwartość na podejmowanie nowych wyzwań”? Skąd wiesz, że wiesz? Czy to, że szukasz pracy w firmie, o której słyszysz pierwszy raz w życiu (pisząc w liście motywacyjnym, że to właśnie tam chcesz być, bo pasjonuje cię ich dorobek twórczy) wystarczy jako szukanie wyzwań? Wymyślanie siebie jako idealnego kandydata to całkiem niezłe wyzwanie. I raczej nowe, liczy się? Ile z wytycznych musisz spełniać żeby aplikować? Wszystkie? Ale jak jednego nie spełniasz, a ono nie jest takie ważne to może jednak możesz? Gdzie jest granica?

Ponieważ jesteś inteligentnym człowiekiem, na wyższych studiach, na dobrej uczelni i masz za sobą kilka seriali kryminalnych oraz połowę tej książki Agaty Christie, którą kiedyś na wakacjach wcisnęła ci mama, starasz się ogarnąć to na chłodno. Wiesz, że umysł dopowie sobie wszystko tam gdzie brak mu danych, a w przypadku ogłoszeń o pracę brak danych jest tym większy im bardziej szczegółowe jest ogłoszenie. Starasz się wyobrazić sobie pracowników firmy, zupełnie zwykłych, takich jak ty. Potem wyobrażasz sobie siebie między nimi, jak razem pijecie kawę i narzekacie na poranne wstawanie. Jeśli masz dość kontroli umysłu żeby hipotetyczna kawa się nie rozlała, hipotetyczni znajomi nie mieli skrajnie odmiennych poglądów na życie, a firma nie była skrajnie inna niż to czym chcesz żeby była zaliczysz wysłanie kolejnej aplikacji.

Jaki morał płynie z tej bajki? Po pierwsze, szukanie pracy to niełatwe zadanie i warto się do niego przygotować zbierając informacje o pracodawcach żeby rozumieć treść ogłoszeń. Przy okazji trzeba też nauczyć się tłumaczyć swoje umiejętności „z polskiego na nasze”, czyli na język przedsiębiorcy. Tu mogą pomóc branżowe artykuły. Po trzecie, nie tracić wiary w siebie! Jak każda nowa przestrzeń rzeczywistość ofert pracy z początku może się wydać onieśmielająca ale z czasem można się nauczyć swobodnie w niej poruszać i wykorzystywać jej możliwości.

 

Autorka: Natalia Aduszkiewicz

Autor:
Autor: HRownia

HRownia

Hrownia

redakcja@hrownia.pl

Inne wpisy autora:

Powiązane Artykuły

Rozmowa o pracę - przygotuj się pod okiem profesjonalisty!
2017-11-16
Praca tymczasowa - kiedy się na nią zdecydować?
2017-11-09
Zestresowany jak Polak. Nie umiemy godzić pracy z życiem prywatnym
2017-10-09
Stres w pracy - jak skutecznie z nim walczyć?
2017-09-13

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!


Wydarzenia Zobacz Więcej

Konferencja pt. ,,Rekrutacja / Rewolucja 2018”

Warszawa, Mamaison Hotel Le Regina

Za 2 dni

2017-11-23

Innowacje w HR Conference&Expo

Warszawa, Hotel Marriott

Za 7 dni

2017-11-28

Za 15 dni

2017-12-06

Za 21 dni

2017-12-12