Adrianna Nowak | 2017-01-26

Jak to jest z tą płacą minimalną? Nowe przepisy prawne pod lupą

Jak to jest z tą płacą minimalną? Nowe przepisy prawne pod lupą

Podwyższenie płacy minimalnej oraz stawki godzinowej, mimo, że wydają się pomysłem atrakcyjnym dla pracowników, niosą za sobą również pewne konsekwencje. Jak pracodawcy zareagują na tę zmianę i w jaki sposób odbije się to na pracownikach?

 

Zgodnie z obietnicą wyborczą rządu od 1 stycznia 2017 roku minimalna płaca na umowie o pracę wzrośnie z poziomu 1850 zł brutto do 2000 zł brutto. Oznacza to, że od tej pory, pracując w pełnym wymiarze godzin, nikt nie zarobi mniej niż 1459 zł “na rękę.”  

Nowe standardy wynagrodzeń dotyczą też wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej. Obejmą one osoby zatrudnione w oparciu o umowy cywilnoprawne bądź prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Teraz pracodawcy nie mogą zapłacić swoim pracownikom mniej niż 13 zł brutto. Regulacja może doprowadzić do sytuacji, gdzie takie osoby, wypracowując ok.160 godzin w miesiącu, zarobią więcej niż ci zatrudnieni na podstawie umowy o pracę.

Dodatkowo zwiększono uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy, która od teraz będzie mogła, bez wcześniejszego zawiadomienia, skontrolować legalność stosunków pracy w każdej firmie. Przewidziano także kary grzywny dla pracodawców wypłacających niższe stawki niż te ustalone w ustawie. Mogą one wynosić od 1 do 30 tys. zł.

 

Co na to pracodawcy?

Ich opinie są w dużej mierze spójne. Nowe przepisy oznaczają przede wszystkim wzrost kosztów pracy, szczególnie w niektórych branżach, gdzie konkurencja cenowa jest wyjątkowo silna.  W skrajnych przypadkach może to oznaczać likwidację części stanowisk pracy, w szczególności w tych regionach Polski o wysokim bezrobociu. Mowa przede wszystkim o mniejszych miejscowościach, gdzie popyt na pracę jest dużo większy niż podaż. Trzeba także pamiętać, że 2000 zł z perspektywy dużych aglomeracji jest standardem albo nawet minimum, natomiast na prowincjach Polski, gdzie firmy pracują na potrzeby lokalnego rynku, jest to już bardzo pożądana kwota. 

Na sile może przybierać także zjawisko szarej strefy. Pracodawcy nie ukrywają, że w niektórych przypadkach będą zmuszeni na zatrudnianie pracowników na tzw. najniższej krajowej, natomiast pozostała część pensji przekazywana zostanie na innych zasadach, np. w ramach umowy o dzieło albo wręcz “pod stołem”.

 

Korzyść nie dla każdego

Nie wszyscy beneficjenci nowych regulacji rzeczywiście zyskają więcej. Niektórym pracownikom niekoniecznie będzie zależało na wzroście płacy minimalnej. Przykładem może być rodzina, w której dochód na osobę nie przekracza 800 zł, a więc uprawnia do dodatku 500 plus. Podwyżka płacy minimalnej do 2 tys. złotych może spowodować niewielkie przekroczenie progu dochodów, a  tym samym utratę dodatku na pierwsze dziecko. Warto dodać, że w sytuacji, kiedy oboje dorosłych zarabia niewiele ponad minimalną pensję oraz posiada dwójkę dzieci, 500 plus jest rozwiązaniem dużo korzystniejszym niż podwyższenie minimalnej płacy.

 

Kto ucierpi najbardziej?

Postępująca automatyzacja w zakładach pracy, poprzez nowe rozporządzenia, dostała impuls do jeszcze większego rozwoju. Firmy, myśląc długookresowo, chcąc dostosować się do nowych warunków i oszczędzić na pracownikach, zaczną zastępować pracowników automatami lub maszynami. Dotyczyć to będzie przede wszystkim osób najmniej wykwalifikowanych, których czynności nie wymagają wkładu intelektualnego.  Proste zadania, takie jak np. “sprzedaż z okienka” równie dobrze mogą być wykonywane przez automaty sprzedażowe. Podobne zjawisko możemy już zaobserwować w sektorze gastronomicznym, szczególnie w restauracjach typu fast food.

Nowe zmiany odczują także ludzie młodzi, dopiero wchodzący na rynek pracy. Paradoksalnie osobom rozpoczynającym swoją karierę, podwyżka ta może zaszkodzić najmocniej. Dotychczas pracodawca, który proponował nowicujszom umowę o pracę mógł płacić 80% minimalnego wynagrodzenia. Obecnie jest to niemożliwe. Bardziej opłacalnym rozwiązaniem wydaje się być inwestycja w pracownika nieco lepiej doświadczonego. Mimo, że pracodawca zapłaci za niego kilkaset złotych więcej, nie będzie musiał poświęcać czasu ani pieniędzy na jego wdrożenie i przeszkolenie.   

Inna możliwość to podwyżki dla osób już zatrudnionych, przy jednoczesnym zwiększeniu zakresu ich obowiązków. Pracodawca zamiast tworzyć nowe miejsca pracy, będzie wolał dać podwyżki dotychczasowym pracownikom, wymagając od nich więcej efektywności. I tak przy tym zaoszczędzi.

 

Pozostaje więc pytanie, czy każdy z powyższych scenariuszy jest nieunikniony? I czy pracodawcy wytrzymają presję podwyższenia płac, czy doprowadzi to do bankructwa wielu małych firm.


 

Źródła:

gazetapraca.pl

gazetaliberty.com

forsal.pl

Autor:
Autor: Adrianna Nowak

Adrianna Nowak

HRownia

696436657

adrianna.nowak@hrownia.pl


Redaktor
Inne wpisy autora:

Powiązane Artykuły

Praca tymczasowa - kiedy się na nią zdecydować?
2017-11-09
Tych cech rekruterzy poszukują u programisty
2017-07-11
Jak budować pozytywny wizerunek firmy w sieci?
2017-06-02
Wakacje według planu czy na wniosek pracownika. Jak brać urlop?
2017-05-26

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!


Wydarzenia Zobacz Więcej

Konferencja pt. ,,Rekrutacja / Rewolucja 2018”

Warszawa, Mamaison Hotel Le Regina

Za 2 dni

2017-11-23

Innowacje w HR Conference&Expo

Warszawa, Hotel Marriott

Za 7 dni

2017-11-28

Za 15 dni

2017-12-06

Za 21 dni

2017-12-12