Adrianna Nowak | 2016-10-01

Fala czarnych protestów w Polsce, czyli masowe urlopy na żądanie

Fala czarnych protestów w Polsce, czyli masowe urlopy na żądanie

Najbliższy poniedziałek zapowiada niemały paraliż w całym kraju. Wszystko za sprawą Czarnego Protestu, którego głównym zadaniem jest jak najszersze przebicie się do opinii publicznej, zrzeszając większość polskich miast i tysiące zakładów pracy.

 

Nie idziemy do pracy/ Strajk ostrzegawczy - tak brzmi główne hasło poniedziałkowych protestów. Na oficjalnym fanpage’u organizatorzy piszą wprost: 
Ogólnym założeniem strajku jest, by 3 października:
- wziąć urlop na żądanie, bezpłatny, czy na opiekę nad dzieckiem,
- załatwić L4 - na przykład oddając krew,
- zamienić w grafikach dni wolne z kolegami,
- nie iść do szkoły, na uczelnie.
W miejscach pracy, zakładach czy szkołach ma zabraknąć kobiet. Naszym celem jest zamknięcie na jeden dzień wielu placówek.

Co to oznacza dla pracodawców, chcących normalnie funkcjonować w tym dniu? Czy decyzja o otworzeniu drzwi sklepu, przyjęciu klientów będzie kontrmanifestacją? Z jaką reakcją społeczną spotka się stawienie w pracy? 

 

Coraz szersze echo

Pomysłodawcy Czarnego Protestu są pod wrażeniem zasięgu całej akcji. Jak sami mówią, nie spodziewali się tak szerokiego odbioru. Wszystko za sprawą mobilizacji uczestników w danych regionach Polski oraz aktywności w social mediach. Na facebook’u powstał fanpejdż akcji, grupa dyskusyjna, a także wydarzenie, które udostępniono ponad 300 tys. razy. Dodatkowo każde większe miasto stworzyło osobne wydarzenia, gromadząc w swoich szeregach lokalną społeczność. 

Rosnącą falę gwiazd, włączających się w protest zapoczątkowała Krystyna Janda, która postanowiła, że nie wystąpi w poniedziałkowym spektaklu, przepraszając widzów i obiecując zwrot kosztów od teatrów. Nie trzeba było długo czekać, aby akcja zrzeszania nabrała tempa i rozszerzyła się o poparcie prezydentów miast, rektorów uczelni i właścicieli firm. 
Jako pracodawca i prezydent Miasto Stołeczne Warszawa nigdy nie ingerowałam, nie ingeruję i nie będę ingerować w poglądy swoich pracowników. Zgodnie z kodeksem pracy każdy może wziąć wolny dzień. - taką deklarację na fb opublikowała Hanna Gronkiewicz- Waltz.


O krok dalej poszedł prezydent Częstochowy, zwracając się także do Panów: Szanowni Panowie! Proszę Was o wsparcie i zrozumienie dla tych Pań, które zdecydują się wziąć udział w poniedziałkowym Ogólnopolskim Strajku Kobiet i nie pojawią się w pracy. Niewykluczone, że będziemy mieli w związku z tym więcej obowiązków, jednak należy uszanować decyzję tych Pań, które uznały za konieczne wyrazić swoje zdanie w sprawach dla nich, ale przecież także i dla nas - istotnych.


Pracodawca nie taki zły?

Na facebook’u można znaleźć listę firm i pracodawców, którzy w poniedziałek łączą się z akcją, popierając uczestniczki i deklarując, że poniedziałkowe nieobecności w pracy nie będą w żaden sposób sankcjonowane. 

Wstępne założenia zakładały nagonkę na pracodawców, blokujących możliwość uczestnictwa w strajku swoim pracownikom. Jednak sprawy przybrały nagle niespodziewany obrót: Spodziewaliśmy się wielu różnych zdarzeń i reakcji na naszą akcję, ale masowość poparcia pracodawców, w tym samorządowych, przerosła nasze wszelkie oczekiwania. Może ten pracodawca, o którym tak źle myślimy, zasługuje na szansę - na niezakładanie, że jest on po stronie morderców kobiet? - zauważa Marta Lempart, organizatorka i pomysłodawczyni Czarnego Protestu. 

 

Męskie wsparcie

A do tych co się martwią o szpitale, poczty, zbiory zboża itd; Kobiety to tylko połowa populacji. W Islandii wszystkie najważniejsze obowiązki na ten jeden dzień musieli przejąć faceci. Karetki jeździły, i tym razem będą jeździć, ale tylko z męskimi załogami - zauważa jedna z uczestniczek protestu. Sami Panowie wyszli naprzeciw, deklarując poparcie i pomoc. Na grupie Męskie wsparcie strajku kobiet mężczyźni namawiają: Nasze żony, partnerki, przyjaciółki, siostry chcą strajkować 3 października. Wesprzyjmy je. Ciężko "wziąć udział" w strajku kobiet - nawet na FB, ale można wziąć udział tu, pokazując swoje pełne poparcie dla ich pomysłu. 

 

Inne sposoby solidaryzowania

Dla tych, którzy nie są w stanie fizycznie być członkiem protestu są inne rozwiązania Jest takie powiedzenie, które teoretycznie brzmi banalnie, ale ma naprawdę mocne zastosowanie w takiej sytuacji - człowiek może zrobić tyle, ile może zrobić. Więcej nic nie zrobi. Jeżeli ktoś nie czuje się na siłach walczyć z pracodawcą, którego wrażliwość społeczna jest zerowa lub ujemna, to nie można go do tego zmuszać. Osoby, które nie są w stanie, z różnych przyczyn, w tym także ze strachu, wziąć udziału w akcji absencyjnej, mogą się, po pierwsze, solidaryzować z akcją - czarny strój, czarna wstążeczka, czarna tasiemka na antenie samochodu - radzi Marta Lempart.

 

Godzina K

Tak zatytułowany jest finał Czarnego Protestu, przewidziany na godzinę 18. Godzina ustalona specjalnie dla tych, którzy po pracy także chcieliby zademonstrować swoje poglądy. A co z pracującymi na drugą zmianę? O tej godzinie w miejscu pracy, przez chociaż 15 minut nic nie robimy, lub znikamy - choćby do łazienki. Tego nam zabronić nie mogą. Niech choć na chwilę zabraknie kobiet. Dziewczyny, które prowadzą na przykład kantor, budkę z hot-dogami o tej godzinie wywieszają na witrynie wieszak i karteczkę "Strajk" lub chociaż "Zaraz wracam" - obwieszcza jedna z uczestniczek.


Strajk ponad wszystko

Uczestniczki bardzo poważnie traktują te działania, nie godząc się żaden kompromis. Nic o nas bez nas; na stanowiskach ma nas brakować. To ma być bolesne dla przemysłu, to ma sparaliżować kraj. Jak ktoś się boi o pracę, to przypominam ze jak ustawa przejdzie to będziemy się bać o życie. Martwe nie będziemy chodzić do pracy. - możemy przeczytać na grupie dyskusyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. 
Nie robimy żadnych zakupów - galerie i sklepy są puste, a my korzystamy z domowych zapasów żywności (...). Nie kupujemy prasy codziennej - niech mają zwroty. Nie wchodzimy do kawiarni, restauracji, barów i.t.p Nie idziemy do żadnego kina. - dodaje inna z uczestniczek. 
 
Zamierzenia ambitne, porównywane z demonstracjami w Islandii w latach 70., kiedy to blisko 90% obywatelek tego kraju przerwało pracę w obronie swoich praw. Efekty były zdumiewające, a cel osiągnięty. 

Totalny paraliż na rynku pracy na ten jeden dzień - takie założenie postawiły sobie uczestniczki. Czy rzeczywiście w poniedziałek skutki całej akcji będą na tyle silne, a głos protestu na tyle słyszalny, że spowoduje realne zmiany w świadomości społeczeństwa?
 

Autor:
Autor: Adrianna Nowak

Adrianna Nowak

HRownia

696436657

adrianna.nowak@hrownia.pl


Redaktor
Inne wpisy autora:

Powiązane Artykuły

Rozmowa o pracę - przygotuj się pod okiem profesjonalisty!
2017-11-16
Jak zarządzać pokoleniami YZ?
2017-11-14
Znajdź pracownika w escape roomie
2017-11-10
Wnioski z badania WskaźnikiHR 2017
2017-11-10

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!


Wydarzenia Zobacz Więcej

Konferencja pt. ,,Rekrutacja / Rewolucja 2018”

Warszawa, Mamaison Hotel Le Regina

Za 5 dni

2017-11-23

Innowacje w HR Conference&Expo

Warszawa, Hotel Marriott

Za 10 dni

2017-11-28

Za 18 dni

2017-12-06

Za 24 dni

2017-12-12